roswellian-life blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2005

Hej :*
Mam Wam do napisania kilka rzeczy :]
Po pierwsze zmieniłam szablonik ;) Według mnie jest extra, bo jest:
- autorstwa Irihs, a więc lay po prostu musi być super :);
- z Roswell‚kiem;
- z moją ulubioną, polarową, parą.
A co Wy sądzicie na temat kolejnej zmiany grafiki?
Drugą sprawą są moje ocenki :D Postanowiłam je tutaj przedstawić, ponieważ liczę na Waszą szczerą opinie. Czy jest ze mną aż tak źle??? A więc:
WYKAZ OCEN SEMESTRALNYCH – 2004/2005
1. Religia – 5
2. Język polski – 4
3. Historia – 4
4. Wos – 5
5. Język angielski – 5
6. Język niemiecki – 4
7. Matematyka – 2
8. Fizyka – 4
9. Chemia – 3
10. Biologia – 4
11. Geografia – 4
12. Plastyka – 3
13. Muzyka – 5
14. Technika – 5
15. Informatyka – 5
16. Wychowanie fizyczne – 4
Średnia: 4,07
Zachowanie: bardzo dobre
Liczba opuszczonych godzin: 45
Liczba nieusprawiedliwionych godzin: 0

Cóż… Wiem, że nie jestem orłem i będę musiała nad sobą popracować, a zwłaszcza przyłożyć się do matematyki i chemii (nie wiem jak można się przykładać do plastyki :P).
Po trzecie chciałabym Wam opisać połowinki, które odbyły się 27 stycznia 2005 roku, tj. w czwartek.
Imprezka zaczynała się o 16:00, ale nasza wychowawczyni kazała nam przyjść już o 15:30. Kończyłam o 13:00 więc miałam 2,5 godzinki na przygotowania. Około 14:00 przyszła moja ciocia, która mnie wymalowała. Potem się przebrałam w czarną sukienkę. Kiedy moja mama wróciła z pracy wyczarowała mi coś na głowie (zresztą nie tylko mi, ale też mojej koleżance Marcie – buźka dla niej :*). No wiecie w końcu trzeba jakoś zadbać o look bo połowinki są tylko raz w życiu :) Kiedy dotarłyśmy do szkoły trzeba było się zająć przygotowywaniem żarełka. Oczywiście wszystko spadło na dziewczyny bo chłopacy byli totalnie schalni i do niczego się nie nadawali (to cud, że w piątek dowlekli się do szkoły; swoją drogą chyba nieco przesadzili). Potem zaczęła się impra na pierwszym piętrze. Było również ogłoszenie wyników konkursu na najlepiej przystrojoną salę. Oczywiście wygrało nasze Piekiełko (pokonaliśmy Kosmos – klasy II a, Ul – klasy II b i Hawaje – klasy II c)!!! Nagroda to 100 zeta :D W ogóle nasza klasa wygrała najwięcej konkursów (Kasia P. zajęła pierwsze miejsce w konkursie na najładniejsze przebranie, Bartek L. vel Ludwik – od Ludwiczka ze Świata według Ludwiczka :D – zabawę Jaka to melodia?, a nasza wychowawczyni konkursik z landrynkami :P). Potem już na dobre zaczęła się dyska! Muza była ok. Fajnie się tańczyło, a skacowany Piotrek bez przerwy się wygłupiał :D Jedynym minusem była obecność tych wytapetowanych, sztucznych, bezmózgich lalek Barbie – Sendi i Hopki, ale jakoś je zniosłam… Taniec z Tomkiem też nie był taki zły i w ogóle zabawa była super :)
I tak oto zakończyłam I semestr 2 klasy gimnazjum. Teraz mam ferie i postaram się częściej tutaj zaglądać :]
Pozdrawiam i czekam na komentarzyki :*
jadesicon1.jpg
zapisała :Agatka:

Hejka :)
Przyszła mi teraz ochota na napisanie jednej z moich niemądrych notek :D A więc…
Dziś wróciłam o godzinkę, a może raczej o trzy, wcześniej ze szkoły bo źle się czułam i piguła wypisała mi zwolnienie :] Napisała coś w stylu złe samopoczucie, ciśnienie 130/90 (:D) i tym samym sposobem muszę chodzić do niej codziennie na kontrolne mierzenie ciśnienia… No comments… W ogóle ostatnio nie zaciekawie u mnie jest. Pisałam kartkówkę z fizy i pewnie dostanę pałę, a z jedynką raczej nie mam szans na utrzymanie 4 :( Ale to się jeszcze zobaczy bo muszę to poprawić no i oczywiście przygotować się do sprawdzianu z matmy. A no i wczoraj kiedy przymierzałam sukienki na połowinki u moich kuzynek oblałam się wrzątkiem i tak oto na mojej biednej nóżce mam wielki czerwony ślad od oparzenia…
Hmmm… To chyba wszystko :)
Pozdrawiam :*

jadesicon1.jpg
zapisała :Agatka:

Ostatnio pogubiłam się w tym wszystkim… Jakoś tak dziwnie się czuje – czuje się taka bezużyteczna. Byłam wczoraj na zakupach razem z moimi koleżankami (?) by kupić jedzonko na połowinki (to taki bal/dyskoteka w połowie gimnazjum). Chodziłyśmy po Tesco dość długi czas, na każdym kroku się wygłupiając i śmiejąc, ale oczywiście Kacha uznała, że zachowujemy się jak wariatki. Dobra może trochę przegiełyśmy, ale od śmiechu nikt nie umarł, poza tym to my, a nie ona robi z siebie kretynkę. Oczywiście Kacha się na mnie obraziła bo sobie żartowałam trochę, nie tyle co z niej, ale ze wszystkiego. No i jak tu się nie pogubić? Z jednej strony dobra kumpela, a z drugiej, przypisująca tylko sobie wszystkie zasługi, Kasia. To trochę wkurzające, bo przy niej czuję się nikim, w ogóle wydaje mi się, że wszystkie dziewczyny z mojej klasy (no może z paroma wyjątkami) patrzą na mnie z góry. Jak ja tego nie nawidzę! Staram się tym nie przejmować, ale jak mam się nie przejmować kiedy czuję się po prostu zepchnięta na drugi plan?

Na zakończenie notki 13 rad jak żyć, dla wszystkich, którzy, tak jak ja, pogubili się trochę w życiu…
f5.jpg
Nie kocham Cię za to kim jesteś, ale za to jaki jesteś, kiedy przebywam z tobą.
g3.jpg
Nikt nie zasługuje na Twoje łzy, a ten kto na nie zasługuje, na pewno nie doprowadzi Cię do płaczu.
love4.jpg
Jeżeli ktoś nie kocha Cię tak jakbyś tego chciał, nie oznacza to, że nie kocha Cię on z całego serca i ponad życie.
f4.jpg
Prawdziwy przyjaciel jest z Tobą na dobre i na złe.
g13.jpg
Najbardziej odczujesz brak jakiejś osoby, kiedy będziesz siedział obok niej i będziesz wiedział, że ona nigdy nie będzie Twoja.
72.jpg
Nigdy nie przestawaj się uśmiechać, nawet jeśli jesteś smutny, ponieważ nigdy nie wiesz, kto może sie zakochać w Twoim uśmiechu.
f7.jpg
Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem.
f11.jpg
Nie trać czasu z kimś kto nie ma go, aby go spędzać z Tobą.
f8.jpg
Być może Bóg chciał abyś poznał wielu złych ludzi zanim poznasz tę dobrą, abyś mógł ją rozpoznać kiedy ona się w końcu pojawi.
f6.jpg
Nie płacz, że coś się skończyło, tylko uśmiechaj się, że Ci się to przytrafiło.
lm15.jpg
Zawsze znajdzie się ktoś, kto Cię skrytykuje. Zdobywaj zaufanie ludzi i uważaj na tych, których zaufanie już raz straciłeś.
lm6.jpg
Stań się lepszym człowiekiem. I zanim poznasz kogoś upewnij się, że znasz siebie i że nie będziesz chciał być taki jak on chce, ale będziesz sobą.
f12.jpg
Nie biegnij za szybko przez życie, bo najlepsze rzeczy zdarzają się nam wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy…

Po przeczytaniu tych 13 rad jest mi o wiele lepiej :) Szkoda tylko, że tak trudno się do nich dostosować…

jadesicon1.jpg
zapisała :Agatka:

Hejka ;)
Dość dawno tu nie zaglądałam heh… Byłam nieco zajęta, a że teraz znalazłam chwilkę czasu to pomyślałam, że napiszę nową notkę.
h77.jpg
Notka nie będzie bynajmniej zbyt wesoła, bowiem od paru dni, a może raczej tygodni, zastanawiam się nad II Wojną Światową. Pewnie uważacie, że to głupie, ale ostatnio przerabiałam Kamienie na szaniec A. Kamińskiego i książka ta strasznie mnie poruszyła. Do tej pory nie mogę się pozbierać po jej przeczytaniu. Jestem pod wielkim wrażeniem poświęcenia Rudego, Alka i Zośki i po prostu nie mogę przestać myśleć o tej powieści, o tych chłopcach, o ich życiu, które poświęcili za Ojczyznę. Przecież kiedy umarli – zresztą śmiercią bohatrską – mieli 21-22 lat, mieli przed sobą całe życie. Alek mógłby ułożyć sobie życie z Basią, Rudy z Monią, a Zośka po prostu być szczęśliwy wśród rodziny i przyjaciół. Tymczasem wszystkie ich plany na przyszłość, całe ich młode życie, przerwała wojna. Gdyby teraz żyli mieliby 84-85 lat. W XXI w. nikomu nawet przez myśl by nie przeszło by oddać życie za Przyjaciół i Polskę, natomiast podczas wojny było to naturalne – ktoś kto nie walczył w imię przyjaźni, miłości i Polski był uważany za tchórza. Moje rozważania przybrały na sile kiedy obejrzałam Akcję pod Arsenałem J. Łomnickiego. Film nieco odbiega od treści książki, ale jest równie poruszający – bardzo na nim płakałam. Nie wiem czy cokolwiek zrozumieliście z tego co napisałam, ale sadzę, że wszystko pięknie podsumuje początek Kamieni na szaniec i wiersz K.K. Baczyńskiego Lasem, który zresztą znał bohaterów Kamieni…

Posłuchajcie opowiadania o Alku, Rudym i Zośce
i kilku innych cudownych ludziach,
o niezapomnianych czasach 1939-1943 roku,
o czasach bohaterstwa i grozy.
Posłuchajcie opowiadania o ludziach,
którzy w tych niesamowitych latach
potrafili żyć pełnią życia,
których czyny i rozmach
wycisnęły piętno na stolicy
oraz rozeszły się echem po kraju,
którzy w życie wcielić potrafili
dwa wspaniałe ideały:
BRATERSTWO I SŁUŻBE.

(…)Opowieść o wspaniałych ideałach BRATERSTWA i SŁUŻBY, o ludziach, którzy potrafią pięknie umierać i PIĘKNIE ŻYĆ.

Chodzę lasem, zostawiam nie ślady, lecz tropy
i sapię w wąskiej norze oddechem włochatym.
Czy to prawda, że żyłem rybą przed potopem
i że jestem dziś wilkiem kochającym kwiaty?
Jakże płyną te sosny? sierść ma zapach ostry.
Patrzę wam prosto w oczy, a krok mój jest wiekiem.
Gdzie las się kończy nagle fioletowym ostem -
- myśliwy z psem, który też był kiedyś człowiekiem.

Listopad 1940 r.

PS. Może teraz tak na zakończenie napiszę coś bardziej wesołego bo tak jakoś mi smutno… Mam w czwartek połowinki i wprost nie mogę się doczekać :) Muszę jeszcze tylko skombinować sukienkę i będzie git :] A no i tak poza tym to dziś jest premiera The Grudge filmu z SMG i JB :D
Buźka :*
jadesicon1.jpg
zapisała :Agatka:

Życie to miecz, na którym pełno szczerb,
a na nim wyryto:
kochaj, zwyciężaj i cierp.

love-heart.gifMiłość - głębokie przywiązanie do kogoś lub czegoś, umiłowanie, kochanie kogoś, czegoś; gorące, namiętne uczucie do osoby płci odmiennej (…)

Czym dla mnie jest miłość? Tak do końca nie wiem. Nie doświadczyłam jeszcze tego uczucia, no chyba, że do rodziców, rodzeństwa. Sądzę natomiast, że prawdziwa miłość zdarza się tylko jeden, jedyny raz w życiu dlatego nie jestem smutna, że jej jeszcze nie doświadczyłam bo jestem na to za młoda. Nie mogłabym w pełni cieszyć się tym uczuciem. Uważam też, że nie istnieje tzw. miłość od pierwszego wejrzenia. Nie można kochać kogoś tylko dlatego, że jest ładny, przystojny itp. W miłości najważniejsza jest osobowość.
04.gif
Zwycięstwo - decydujący sukces w walce, pobicie nieprzyjaciela, przeciwnika (przeciwników), pokonanie konkurenta we współzawodnictwie, wygrana w zawodach, w jakiejś grze, w konkursie itp.

Dla mnie zwycięctwo to zaakceptowanie samego siebie, zaakceptowanie tego co przyniesie nam los, niepoddawanie się w trudnych chwilach, życie w zgodzie ze sobą i swoimi życiowymi przekonaniami. Człowiek, który jest zwycięzcą musi być szczęśliwy. Czy ja jestem zwycięzcą? W pewnym sensie tak. Może nie do końca, ale jestem zadowolona ze swojego życia, z siebie może nie do końca, ale nie jest źle.
hurt.jpgCierpienie - ból, męka, męczarnia, dolegliwość, przykrość.

Według mnie każdy człowiek cierpiał w życiu, a jeśli nie to na pewno go to nie ominie. Cierpienie jest nieoderwalną częścią życia. Przed nim się nie ucieknie – ono spotka każdego. Niektórzy będą cierpieć bardziej, drudzy mniej, ale należy pamiętać, że dla każdego człowieka cierpienie jest czym innym, każdy inaczej je oddczuwa. Dla kogoś jedno może być cierpieniem dla innego to samo może być radością. Wszystko zależy od ludzi. Sądzę jednak, że jeżeli ludzie będą żyć w zgodzie nie będzie tyle cierpienia. Jeżeli nad czynami ludzi będzie przemawiał szacunek i miłość na pewno nikogo te czyny nie będą krzywdzić.

jadesicon1.jpg
zapisała :Agatka:

Hejka :*
Wiem, że dawno się nie odzywałam za co Was bardzo przepraszam :*
Walentynki__34_.gif
Wiecie co? Tak się teraz nad pewną rzeczą zastanwiam… Przed chwilą na gg odezwał się chłopak. Twierdził, że jest moim kolegą z klasy, ma na imię Jakub i ma 15 lat no i że się we mnie zakochał. Szczerze mówiąc nie wiedziałam co mu odpisać. Rzeczywiście do naszej klasy chodzi Jakub, który w styczniu skończył 15 lat, ma stały dostęp do Netu i od Kachy wiem też, że chyba coś do mnie czuje, ale on jest dla mnie tylko kolegą. Tylko jak takiemu to wytłumaczyć? Niby wszystko do siebie pasuje, ale nie do końca mu ufałam więc udawałam, że nie wiem o kogo chodzi. Postąpiłam słusznie? Może powinnam ciągnąć ten temat? Nie wiem… Ale wiem jedno:
Miłość bez wzajemności zawsze jest najsilniejsza.
polar10050.jpg
zapisała :Agatka:

Hejo
Dziś przydarzyło mi się coś niezmiernie dziwnego :) Chcecie słuchać? Jak tak to czytajcie dalej (ci co nie chcą chyba wiedzą co mogą zrobić… :]). Wstałam dziś jak gdyby nigdy nic o 6:30. Było trochę ciemno, ale cóż jak mus to mus. Wstaje, ubieram się, robie łóżko i nagle słyszę, że jest 4:17!!! Ja w szoku pokazuje mojej mamie koma, na którym wyraźnie widać godzinę (6:38). Niestety moja mama miała racje. Było po 4 nad ranem :D Więc ja szybko do łóżeczka i śpie dalej. Do tej pory zastanawiam się kto przestawił mi zegarek :] Nikt się nie chce przyznać! Tchórze! Potem mogło być tylko gorzej. Pisałam test z chemii, który nie poszedł mi bynajmniej najlepiej… Matma jeszcze gorzej. No comments. Jedynym pocieszeniem jest to, że z gegry dostałam 5- :P Dobra już Was nie zanudzam. Możecie już stąd iść, ale nie zapomnijcie zostawić po sobie śladu w komentach lub księdze.
Buźka :*
polar10050.jpg
zapisała :Agatka:

wosp.jpg
Hej
Wiem, że dość dawno się nie odzywałam, ale za bardzo nie miałam czasu… i pomysłu na notkę. Teraz mam Wam coś do napisania. Pewnie wiele już czytaliście takich notek, ale mam nadzieję, że się nie zniechęcicie i ją przeczytacie ;) Dziś zbierałam pięniądze na XIII Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wstałam o 5:45 i od razu wybrałam się z moją koleżanką Kachą na poszukiwanie jakiś dobrych duszyczek, które wrzuciłyby do skarbonki chociaż grosik. Wiele było szczodrych ludzi (jedna pani wrzuciła nawet 20 złotych), ale zdarzały się też nieprzyjemne sytuacje. Ludzie mówili, że Jurek Owsiak: jest złodziejem, demoralizuje młodzież itp. Wiem, każdy ma prawo do własnego zdania, ale o jakiej demoralizacji ludzie mówią??? Prezecież uczę się w miarę dobrze, nie piję pod blokiem żadnej wódy czy piwa, jestem trzeźwa, nie palę i nie zadaję się z menelami, tylko zbieram pieniądze na szczytny cel (nowoczesne metody diagnostyki i leczenia w neonatologii i pediatrii). Ludzie opamiętajcie się trochę! Rozumiem, że nie wszyscy są uczicwi. Pewnie też nie wszystkie zebrane pieniądze idą na chore dzieci, ale przecież Jurek Owsiak musi opłacić studio itd. To są dość spore wydatki, ale bez nich Orkiestra by się nie powiodła. Poza tym w telewizji czy radiu często pokazują lub mówią na co zostały wydane zebrane pieniądze. W takim razie nie można powiedzieć, że kasa poszła na marne! Pieniądze zbierałam do 13:00. Udało nam się zdobyć 355 złotych i 37 groszy! To świetny wynik. Mam nadzieję, że kaska się przyda. I pamiętajcie: Miłość, przyjaźń, muzyka :]

polar10050.jpg
zapisała :Agatka:

Jak już większość z Was zauważyła dziś mija pierwsza (i mam nadzieję, że nie ostatnia) rocznica założenia tego bloga. Z tej też okazji nieco zmieniłam wygląd bloczka. Poza tym zamieszczam tu podsumowanie tego roku (są to rzeczy ważne dla mnie, innych może to nudzić, więc jeżeli ktoś nie chce to nie musi tego czytać):
Styczeń – pierwszy miesiąc pisania mego internetowego dzienniczka upłynął na pisaniu głównie o Roswell, ale nie zabrakło też kilku długich opisów mojego zwariowanego życia. To wtedy właśnie zdobywałam Internetowych znajomków, z większym lub z mniejszym skutkiem – liczba komentarzy wahała się od 0-11 :D
Luty – w lutym pisałam głównie o sobie (podałam zaledwie trzy informacje na temat Roswell‚ka). Robiłam sobie również dość długie przerwy w pisaniu notek.
Marzec – główny temat notek: Roswell. Nic dodać nic ująć :] Poza tym swoje 14-letnie życie zakończyła suczka mojej babci Lawa ;(
Kwiecień – tak jak wyżej :)
Maj – pisałam głównie o sobie (skrobnęłam zaledwie dwie nocie na temat naszego kochanego serialu).
Czerwiec – czerwiec był ok (tym bardziej, że Roswell powróciło do ramówki Polsatu), ale przeżyłam kolejną ogromną stratę – zdechł mój szczurek Ginger :(
Lipiec – głównie pisałam o Roswell.
Sierpień – z racji mojego wyjazdu na Mazury notek w sierpniu było malutko. Jednak obowiązkowo pojawiło się info o Roswell no i nieco tajemnic z mego szalonego życia (w końcu sierpień to ostatni miesiąc wakacji) :)
Wrzesień – powrót do szkoły… No comments… Moją deprechę pogłebiło jeszcze zakończenie Roswell.
Październik – moje 14-ste urodzinki :) Na imprezce urodzinowej było extra :] Poza tym temat Roswell‚ka powrócił na bloczka ;)
Listopad – najgorszy okres w prowadzeniu bloga. Napisałam tylko cztery noty (w tym żadnej (!) o Roswell‚ku).
Grudzień – prawie się nie odzywałam, a jak już coś naskrobałam to były to notki okolicznościowe.

Reasumując: przez ten rok za wiele się w moim życiu nie zmieniło. Były i chwile pełne radości i te pełne smutku i łez (częściej chyba te drugie…). Dużo się nauczyłam choć może tego nie widać to moja dusza się zmieniła. Teraz inaczej patrzę na świat i otaczających mnie ludzi. Jak? Cóż… Przez ten rok nie odsłaniałam się za bardzo na blogu. W 2005 roku postaram się pisać bardziej szczerze i otwarcie. Mam nadzieję, że mi się to uda :]
polar10050.jpg
zapisała :Agatka:

Snapshot_031022_911.JPG?dc=4675444085306

Powyżej Tess na pogrzebie Claire.
Snapshot_031015_568.JPG?dc=4675443100529
Alex&Claire. Jeszcze szczęśliwi.
Snapshot_031015_743.JPG?dc=4675443108205
Wypadek.
Snapshot_031015_1022.JPG?dc=467544311203
Tess z Charlottą.
Przecież nie można tak rozpaczać…
te dni rozdarte miną…
słowo żałosne „tracić”,
to nie to samo co „ginąć”.

Pewnie zastanawiacie się po co umieściłam tu ten wiersz. Cóż jest kilka powodów:
1. Wiersz jest naprawdę bardzo piękny.
2. Wiersz jest bardzo realny, prawdziwy.
3. Kiedy jakiś czas temu go przeczytałam od razu skojarzył mi się z Claire.
O czym mówię? Już wyjaśniam. Jak zapewne wiecie (wielokrotnie pisałam o tym na blogu) serialem, który w jakiś sposób zastępuje mi RoswellCórki McLeoda, a Claire to po prostu jedna z bohaterek serialu. I tutaj szerzej o niej napiszę, gdyż jej (a raczej jej siostry) życiowa sytuacja doskonale pokrywa się z sensem wiersza. I tu posłużę się cytatem:
(Claire)szybko nauczyła się, że musi być twarda jak ta ziemia, na której się wychowała. Była samotna. Zawsze pragnęła przebywać z ludźmi, z którymi mogłaby dzielić życie. Nie dawno ich znalazła – mężczyznę, który ją pokochał, piękną córeczkę i oczywiście siostrę.
Czemu słowa te są wypowiedziane w czasie przeszłym? Otóż Claire zginęła w tragicznym wypadku samochodowym. Uratowała się z niego tylko jej siostra, Tess, i zaledwie miesięczna córeczka, Charlotta. Miała 29 lat. Żyła pełnią życia. Miała wszystko. Po wypadku Tess się załamała, ale czemu? W końcu to nie ona, ale jej siostra, odeszła. Chociaż właściwie Tess była w pewnym stopniu przygotowana na śmierć. Obawiała się bowiem, że ma raka. Jednak wszystko okazało się pomyłką. Mimo swego przekonania to nie ona umarła, ale Claire. Tess przeżyła ogromną stratę, ale słowo żałosne „tracić” to nie to samo co „ginąć”.
Nie wiem czy cokolwiek zrozumieliście z tego co napisałam. Mam nadzieję, że tak. I choć wiem, że to wszystko wydarzyło się tylko w serialu to wydaje się to być takie rzeczywiste. Nie sądzicie?
polar10050.jpg
zapisała :Agatka:


  • RSS