roswellian-life blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2005

Cześć :*

Dziś bardzo krótka notka, bo spieszę się do P&P, bo muszę kupić coś na kolację :/

W piątek byłam w schronisku. Tak się spieszyłam (zaspałam), że zapomniałam kubka, herbaty, rękawiczek (!; bez tego ani rusz) i butów na zmianę! Ale ze mnie sklerotyczka! Na szczęście nie dostałam złej roboty i obeszłam się bez tych, wydawałoby się niezbędnych, rzeczy :) Grabiłam liście, czesałam psa, karmiłam szczeniaki i oprowadzałam po schornisku bardzo nieprzyjemną babę, która zażyczyła sobie kota – dużego, ale nie starego. Musiałam jej dziesięć razy tłumaczyć, że kotki mają czerwone, a koty niebieskie obroże i że są wykastrowane, odrobaczone i odpchlone. Ale do niej i tak nic nie docierało! Zaczęła narzekać na obsługę i w ogóle. Okropność! W końcu wybrała szarą kotkę. Kiedy inna wolontariuszka szykowała karton dla kota to ona powiedziała, że weźmie kota do torby! Normalnie myślałam, że nie wyrobię. Szkoda nerwów na takich ludzi…

Dziś z kolei byłam na giełdzie z Kachą (musiała sobie kupić szpilki na rozpoczęcie roku, które, o zgrozo, jest już za kilka dni :(). Zakupy były udane. Kacha kupiła wymarzone buty, a ja żel do twarzy z mojej ulubionej serii Nivea Visage Young, wodę toaletową z Addidasa i słodki piórnik z króliczkiem (do szkoły) :)

Po południu wyszłam z Kachą na dwór. No i kogo spotkałyśmy na boisku? Oczywiście, że Ludiego, Egipta i Pawła. Swoją drogą: pozdrawiam!

Ok, kończę, bo się za bardzo rozpisałam :)

Papatki i buziaki :*

jadesicon1.jpg
zapisała :Agatka:

Cześć!!!

Wczoraj szczęśliwie wróciłam z Londynu :) 3maliście kciuki?

Ok, teraz napiszę Wam sprawozdanie z wyjazdu (postaram się nie zanudzać :)).

Więc…

Wyjeżdżałam 12 sierpnia (piątek, dzień wcześniej ścięłam włosy :D). Bardzo się bałam, ale kiedy autokar ruszył to mi trochę przeszło. W trakcie 24 godzinnej jazdy spałam zaledwie 3 godziny. Obejrzałam dwie komedie („Syn Prezydenta” i coś tam jeszcze). Przed granicą zjadłam obiad w Torzymiu, w restauracji Chrobry. Potem przesiadałam się na prom, który płynął przez Kanał La Manche. Tam, w towarzystwie Babci, która ze mną jechała, i Agaty, dziewczyny poznanej podczas podróży, wypiłam herbatkę i obeszłam statek. Po jakiś dwóch godzinach dojechałam z Dover (gdzie zobaczyłam White Cliffs of Dover – białe skały Dover) do Londynu. Przywitałam się z Wujkiem i Panią Zosią (moją przewodniczką :)) i wypiłam herbatkę. Nie do wiary, ale każdy dzień w Londynie (kiedy niczego nie zwiedzałam) wyglądał tak samo: śniadanie (8:30), obiad i herbata z mlekiem (16:00; pycha). Kolacji tam nie było. Ale mniejsza o to. Dojechałam do Wujka i jeszcze tego samego dnia wybrałam się na zwiedzanie okolicy. Niedaleko domku były King Cross i kilka innych sklepów (plus obowiązkowy McDonald`s), więc nie mogłam narzekać. W niedzielę byłam w kościele, a po mszy na herbatce z okazji Święta Żołnierza. Chyba nie muszę dodawać, że zawsze otaczali mnie ludzie starsi (mój Wujek ma 92 lata, więc jego znajomi ok. 70-80)… Także nic szczególnego się nie działo. Ale już w poniedziałek zaczęłam zwiedzać Londyn z Panią Zosią. Na pierwszy ogień poszła zmiana warty pod pałacem Buckingham. Następnie zobaczyłam parlament i słynnego Big Bena. Przejechałam się też „okiem Londynu” skąd mogłam podziwiać piękną panoramę stolicy Wielkiej Brytanii. Zobaczyłam też budynek, w którym mieszka Tony Blair oraz Westminster Abbey – opactwo Westminsterkie, gdzie znajdują się groby władców Wielkiej Brytanii. Następnego dnia poszłam do takiego klubu (dla starszych ludzi :))… Cóż, lepsze to niż siedzenie w domu. Wbrew pozorom było tam fajnie. Śpiewała tam pewna piosenkarka (wiecie, coś w stylu opery, ale było ok). A to fragment jednej z moich ulubionych piosenek (którą również wykonywała ta babka :)):

You are my Sunshine, My only Sunshine
(Jesteś moim słonecznym światłem, moim jedynym słonecznym światłem)
You make me happy when skies are grey
(Sprawiasz, że jestem szczęśliwa kiedy niebo jest szare)
You’ ll never know, Dear how much I love You
(Nigdy nie będziesz wiedział mój drogi, jak bardzo Cię kocham)
Please don’t take my Sunshine away…
(Proszę, nie zabieraj mi mojego słonecznego światła)

Jak Wam się podoba???

Z kolei w środę zwiedziłam muzeum Natural History, gdzie mogłam podziwiać dinozaury, zwierzęta (oczywiście sztuczne :)) i w ogóle wiele innych bogactw natury. Byłam też w muzeum im. gen. Władysława Sikorskiego. Muzeum było wielkie (cztery piętra), ale bardzo fajne :) Widziałam też pomnik Alberta wystawiony przez książniczkę Victorię oraz Fontannę im. Księżnej Diany (nic specjalnego). Z kolei w czwartek pojechałam do sklepu Asda, gdzie podobno są rewelacyjne ceny. Akurat… Z miniówę zabulić 14 funtów (ok. 84 złote)??? W życiu! Nic tam nie kupiłam, ale w drodze powrotnej byłam w parku i na frytkach. W piątek byłam na herbatce, na rynku i w okolicznych sklepach. Kupiłam:
- sobie: krótkie spodenki (3 funty), miniówę (6 funtów), golf (7 funtów) i obrożę na szyję z krzyżem (3,50 funta);
- mamie: spódnicę (3,50 funta) i martini (4 funty);
- tacie: whisky (10 funtów);
- Idze (siostra): spódnicę (3,50 funta) i obrożę na szyję z krzyżem (3,50 funta);
- Czarkowi (brat): maskotkę (75 penów) i wielkiego lizaka od Harrodsa (najdroższy sklep w Londynie; 2,25 funta).

Uf… W sumie dostałam 90 funtów a z powrotem przywiozłam 45, czyli połowę z tego, ale dobre i to :)

Po południu na kawę wpadły Pani Zosia i Pani Wanda. Z kolei w sobotę pojechałam pociągiem (zwykle jeździłam autobusem i dwoma metrami) zobaczyć Tower Bridge. Następnie przeszłam przez City (najstarsza część Londynu na lewym brzegu Tamizy, gdzie mieszą się wszystkie banki, przedsiębiorstwa giełdowe, urzędy, redakcje gazet, agencje reklamowe) i weszłam na Monument (311 schodów). Potem zjadłam obiad – pizzę i ruszyłam na dalsze zwiedzanie. Widziałam Shakespeare Theatre (Teatr Szekspira) i wystawę sztuki współczsnej w Modern Tate. Przez Millenium Bridge przeszłam do Katedry Świętego Pawła gdzie pokonałam ok. 530 schodów. W sumie w jeden dzień przeszłam 841 stopni :) W niedzielę również wybrałam się na zwiedzanie Londynu. Widziałam Erosa i weszłam do najdroższego sklepu w Londynie – Harrodsa (to tam kupiłam Cezaremu giga lizaka, tylko po to aby dostać unikatowy worek :D). Matko, jakie tam wszystko jest drogie! Ciuchy od Prady za kilka tysięcy, buty za kilka setek, słodycze za kilkadziesiąt funtów! Na zakończenie małej rundki po Londynie weszłam do katedry Bromtonaratory. Następnie poszłam do POSK-u (Polski Ośrodek Kulturalno-Społeczny) na występ orkiestry Wojska Polskiego z okazji Święta Żołnierza. Występ był piękny! W poniedziałek pojechałam do Tesco zrobić zakupy na podróż a już we wtorek o 15:30 pożegnałam się z Londynem. To prawdziwy cud, że nie było żadnego zamachu ani nic! Tak czy owak w drodze powrotnej cały czas spałam. Oczywiście w Dover musiałam wstać by wsiąść na prom, na granicy pokazać paszport, w Torzymiu zjeść śniadanie (jajecznica :D) no i nie mogłam sobie darować „Dirty Dancing” i „Legionisty” :) Do Bydzi zajechałam w środę ok. 15.

Tak oto minął mój pobyt w Londynie :)

ZDJĘCIA:
Dover
Dover%20Welcome%20Sign.gif
dover.jpg
Buckingham Palace
buckingham-palace.jpg
Zmiana warty
changing-guard-2.jpg
Westminster Abbey.
abbey.jpg
Parlament
londyn-parlament.jpg
Big Ben
Big%20Ben.jpg
London Eye – „oko Londynu”
londoneye.jpg
Natural History Museum
7.jpg
Muzeum im. gen. Władysława Sikorskiego
gab_kol_midle.jpg
Pomnik Alberta
london-taxi-tour-sights-london-monuments
Fontanna im. Księżnej Diany
pd2.jpg
Tower Bridge
tower%20bridge.jpg
Monument
h5-jm-ec3-2-4.jpg
Teatr Szekspira
globetheatre.gif
Millenium Bridge i Katedra Św. Pawła
milenium%20bridge%20-%20St%20Pauls.jpeg
Eros
eros-01.jpg
Harrods
Harrods.jpg

A oto wróżba z chińskiego ciasteczka na dziś:
Przegrywasz, boisz się i zwyciężasz tylko dlatego, że tak chcesz.

PS. Mówi się,że potrzeba tylko jednej minuty, żeby kogoś
zauważyć, jednej godziny, żeby go ocenić i jednego dnia, żeby polubić,
ale całego życia, by go później zapomnieć.

PS.2. Dziewczyna zapytała chłopaka:
- Lubisz mnie?
On powiedział „nie”.
- Myślisz, że jestem ładna?
Znowu powiedział „nie”.
- Jestem w twoim sercu?
Powiedzial „nie”.
- Jakbym odeszła – płakałbyś za mną?
Powiedzial że nie.
Smutnie odeszła.
Chłopak złapał ją za ręke i powiedział:
- Nie lubię Cię, ale kocham .
Dla mnie nie jesteś ładna, tylko piękna.
Nie jesteś w moim sercu, ale jesteś moim sercem.
Nie płakałbym za tobą, tylko bym umarł.

Szkoda, że mi się jeszcze nie przytrafiła taka miłość… Jeśli już się zakochałam to ZAWSZE bez wzajemności… Ech… Szkoda gadać ;(
denise100icon22.jpg
zapisała :Agatka:

Cześć :*

Dziś wyjątkowo nie pojechałam do schroniska, bo bawię się w baby sitter (czyt. zajmuję się moim bratem) :D
DSCF0007.jpg
Ale wczoraj i tak byłam w schornisku (jutro też jadę). Robiłam to co zwykle: koty duże, śniadanko, kwarantannik, spacerek z psami.
943.jpg
Ale ta notka nie miała być o schronisku. Za dwa dni (w piątek) wyjeżdżam do Londynu, do wujka. Wracam 24 i, jak tylko znajdę chwilkę (co graniczy z cudem, bo muszę jeszcze zrobić zakupy do szkoły), to do Was zajrzę i napiszę nową notkę.

Tymczasem:

Pozdrawiam:
- Lenkę;
- Liz16
- Liz Parker;
- Emilę;
- Martę W.;
- Patrycję;
- Mageaę;
- Twinkle;
- Secret Mind;
- Gyraphę;
- Paulę (Marzenia Pati);
- Pat;
- Kjopka;
- Ewczyc;
- Sassy (nadal czekam na wielki come back :));
- Pattatino;
- Ankę;
- Vissenę;
- Elizę Rogolę;
- Louve;
- Guza (szkoda, że skasowałeś bloga);
- Roswelloholiczkę;
- Marię De Lucę;
- wszystkich Internautów, którzy czytają tę notkę i zaglądają na tego bloga…

Specjalne pozdrowienia dla:
+ całej rodzinki;
+ całej klasy III D z Zespołu Szkół nr 19 w Bydgoszczy;
+ wszystkich znajomych;
+ wszystkich pracowników i wolontariuszy z Bydgoskiego Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt;
+ Rudej;
+ Agnieszki K.;
+ Nutki (W Obronie Zwierząt)…

Dziękuję (i również pozdrawiam :*):
* Marcie i Kasi (za to, że mogę z Wami spędzać te wakacje i w ogóle za wszystko :*);
* Ludiemu (za rozmowy na gadulcu :)) i jego „durnowatym kolegom”;
* Redaktorkom bloga Ppssiinnkka (za tego wspaniałego bloga, który niestety zawiesił swoją działalność);
* Wavi (za wszystkie noteczki, które skłoniły mnie do refleksji, na Twoim zajefajnym blogu);
* Zafiro i Adzuli (za słowa otuchy – patrz poprzednia nota);
* Irihs/Freji (za wspaniałego bloga o „Roswell” oraz za wszystkie szablony, które dla mnie zrobiłaś :))…

Od razu mówię, że to nie jest żadne pożegnanie – już trochę się uspokoiłam, nie boję się aż tak bardzo, więc myślę, że będzie ok. Ale i tak:
3majcie kciuki za to, żebym bezpiecznie wróciła z Londynu!!!
To tak na wszelki wypadek :D
jadesicon1.jpg
zapisała :Agatka:

Oj, dawno nie było mnie na blogu… Prawie tydzień… Ale ten czas szybko leci. Niedługo wyjeżdżam (12 sierpnia; wracam 24), potem zakupy do szkoły no i… 1 września. Ale staram się o tym narazie nie myśleć. Poza tym nie bardzo mogę, bo wszystko co mi teraz zaprząta głowę to schronisko i wyjazd do Londynu. Strasznie się boję ;( Co prawda z początku mówiłam: „Będzie co będzie”, ale teraz… ech… szkoda gadać. A jak będzie zamach??? Eksplozja wyrwie mi rękę, wyląduje na wózku inwalidzkim, albo umrę!!! Mam złe przeczucia!!! Najgorsze w tym wszystkim jest to, że moją śmiercią pewnie i tak nikt się nie przejmie (poza, rzecz jasna, najbliższą rodziną), bo prawda jest taka, że: niektórzy członkowie mojej rodzinki odetchną z ulgą kiedy mnie zabraknie, moja siostra nareszcie będzie miała cały pokój i komp dla siebie, personel schroniska w ogóle mnie nie kojarzy, więc w ogóle się nie przejmie kiedy umrę, wielu ludzi z mojej klasy mnie nie lubi, więc pewnie też się nie przejmą. A nawet jeżeli przeżyję i wyląduje na wózku to pewnie nikt nie będzie się już ze mną przyjaźnił!!! AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!! To straszne!!! Nie chcę umierać!!!

Ok, koniec. Agata, nie myśl o tym! Nic się nie stanie!

No, więc… Wypadałoby napisać co u mnie słychać.

Przez ostatni tydzień jeździłam z Martą do schroniska. Robiłyśmy to co zwykle: najpierw duże koty, potem małe, później przerwa na śniadanko, kwarantannik i wyprowadzanie psów na spacer :) Poza tym Marta (praktykantka) znalazła w klatce u kotów zarodek koci (pewnie jakaś kotka poroniła) ;( To było okropne. A wczoraj Krzysiu i Maciej kazali nam otwierać i kroić mięso. To było ohydne, bo strasznie tam śmierdziało, a poza tym Maciej i Krzychu nas jeszcze dobijali tymi swoimi tekstami, o śniadanku, itp. :D Na szczęście Krzysztof się ulitował i nam pomógł (thx) :) Ale i tak ja, głupia kretynka, musiałam się przeciąć nożem i mam teraz opatrunek :]

No i jeszcze wczoraj byłam u babci… Trochę się nawzajem postraszyłyśmy wizją zamachu :D

No, dobra. Kończę, bo nie chcę Was zanudzać :D

Pozdrawiam cieplutko :*

PS. Wróżba z chińskiego ciasteczka:
Aby bezpiecznie przepłynąć rzekę nie można być równocześnie w dwóch łodziach. Czyżby to była aluzja do mojego wyjazdu??? Aaaa! Zaczynam wariować!

PS2. Sorry, że nie ma żadnych zdjęć, ale moje rozchwianie psychiczne nie pozwala mi ich zamieścić (czyt. nie chcę mi się żadnych fotek szukać).

PS3. Wczoraj skończyłam czytać książkę Roger`a Elwood`a „Sataniści”. To było równie straszne i ohydne jak wizja zamachu w londyńskim metrze (a może nawet gorsze?)!
jadesicon1.jpg
zapisała :Agatka:


  • RSS