roswellian-life blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2006

Doszłam do wniosku, że kompletnie nie rozumiem facetów. Jest to dla mnie gatunek całkowicie niezrozumiały. Po prostu nie potrafię ich zrozumieć!

A kiedy wydaje mi się, że ich rozumiem okazuje się, że nie rozumiem ich wcale, bo robią rzeczy o jakich nigdy by się ich nie podejrzewało i to do tego robią te rzeczy negatywne…

Co prawda, jak powiedział Oscar Wilde, Jeśli mężczyzna robi coś bardzo głupiego, to zawsze z motywów najszlachetniejszych, ale nie do końca się z tym zgodzę.

Po prostu często ich zwyczajnie nie rozumiem…

Czasami obrażają się o byle co.
Najeżdżają na ciebie, są wściekli…
A potem…
Potem… wracają do normalności i bez żadnego „przepraszam” uważają, że wszystko gra!
Oczywiście, że gra, ale…
No, ale…
Po prostu ich nie rozumiem.
Raz jest tak, raz tak.
Nigdy nie wiadomo.
A jak robią się słodcy, to już w ogóle nie wiadomo czego się spodziewać…
Zwariować można.

Ale jedno jest pewne – Dla mężczyzny sercem jest świat, dla kobiety światem jest serce.

Zresztą – czy jakakolwiek kobieta, która w pełni rozumie facetów? Wątpię, bo przecież oni są z Marsa, a my jesteśmy z Wenus i nic tego nie zmieni ;)

btw. Moja kumpela Ania się ze mną zgadza :D I wiem, że pewnie większość dziewczyn też, choć wiadomo, że nie wszystkie, bo od reguły zawsze są wyjątki :)

avator%206.jpg
zapisała :Agatka:

Hmmm…

Mam trzy zagrożenia na pierwszy semestr.

Trzy.

Albo żadnego.

To zależy od najbliższej kartkówki z chemii (w niedzielę mam korki), referatu z bioli (postaram się nauczyć, ale ciężko będzie, bo mam też inne lekcje i inne sprawdziany) i poprawy oraz wielkiego sprawdzianu z matmy. Tak, mam zagrożenia z chemii, bioli (a pomyśleć, że chciałam na biol-chem iść, zresztą nie jako jedyna osoba w klasie, która teraz ma z tych przedmiotów zagrożenia) i matmy i czuję, że z matmą będzie najgorzej, ale trzymajcie kciuki. Proszę, może to coś pomoże :)

A tak poza tym to co słychać?

Pisałam drugiego killera – nie tak dobrze, ale też nie tak źle.

Załapałam drugą 5 z odpowiedzi z polaka :)

Byłam w kinie na świetnym, przerażającym, brutalnym, ale porażającym swą autentycznością, dramacie „Hotel Ruanda”, który gorąco polecam!!!

Pisałam sprawdzian z histy – średnio, ale żyję.

Spotkałam się też z Martą, Vandzią i Kasią :* Co prawda tylko na chwilkę, ale lepsze to niż nic, bo się za nimi stęskniłam. btw. – pozdrawiam :*

I to chyba wszystko…

Najbliższy tydzień i kolejne będą decydujące i bardzo pracowite, więc postaram się przez ten weekend trochę odpocząć, ale też się trochę pouczyć.

I tyle.

btw. Dla poległych Górników z kopalni Halemba [*] :(

avator%206.jpg
zapisała :Agatka:

Ostatni koncert Comy bez mundurków, ale za to z telefonami komórkowymi i gumami do żucia (słowa Roguckiego), trochę rozczarowuje…

Trochę?

Nawet bardzo.

Bo choć aranżacja była cudna to jednak zabrakło szału…

I zabrakło „Leszka”, „100 tysięcy” i „Pasażera”… :(

Generalnie – spodziewałam się czegoś więcej, choć to przecież Coma, więc i tak było magicznie… :)

avator%206.jpg
zapisała :Agatka:

Wypadałoby coś napisać.

Ale co?

Bo tak w sumie to nic się specjalnego nie dzieje.

W szkole jak to w szkole – raz lepiej, raz gorzej. Mam już za sobą pierwszego killera, ale nie taki diabeł straszny jak go malują, moim zdaniem ;) Sprawdzianu z fizyki nie było XD, bo pani profesor najwyraźniej się nad nami ulitowała ;] Poza tym było miło i przyjemnie. Dziś był apel na matmie, więc luzik ;D A poza tym tydzień jak zawsze – miło i w ogóle fajnie ;]

Jedyne co mi się w tym tygodniu nie spodobało to cholernie trudny sprawdzian z biologii i 2 z historii :/ Ale cóż, zdarza się, jakoś przeżyję, mam nadzieję.

A teraz jest PIĄ… TEK! ;D

Nareszcie!

Plany na weekend?

18-nastka Paulinki (:*) i nauka chemii i fizy, ale przeżyję, bo w przyszłym tygodniu są próbne matury, więc sporo lekcji nam umknie ;)

I tyle.

Trochę tak ta notka bezsensu, ale miałam ochotę coś tu wystukać i dać Wam znać, że żyję… jeszcze… ;]

Miłego weekendu!

avator%206.jpg
zapisała :Agatka:

Myślałam że tak już pozostanie
Nie potrafię zapomnieć
Wciąż pamiętam tamte chwile
Będę tu na zawsze*

Na zawsze…

Nie wiem jak mogłam wierzyć w te puste, nic nie znaczące dla innych (poza mną) słowa:

Zawsze

Wiecznie

Na zawsze

Na zawsze – tego nie ma i dopiero teraz się o tym przekonuję.

Dopiero teraz, bo wcześniej byłam na to za głupia, co oczywiście nie znaczy, że teraz jestem mądrzejsza, o nie…

Ale może…

Może jednak to „na zawsze” istnieje?

Mimo wszystko, istnieje?

* Fragment tekstu Gosi Andrzejewicz „Słowa”.

avator%206.jpg
zapisała :Agatka:

Niebo.

810584-small.jpg

Istnieje?

A kto to kurwa wie… Nikt. Zupełnie nikt.

Ja też nie wiem, ale myślę, że coś nas po śmierci jednak czeka. Bo czy ludzkie życie jest aż tak beznadziejne i nic niewarte, jeśli nic po nim nie ma być? To byłoby totalnie bez sensu… Ale zaraz…

Czy cokolwiek ma sens?

Jak na moje to nie.

Kiedyś, owszem.

Wszystko miało dla mnie sens, jakieś znaczenie… Teraz jednak coraz częściej przyłapuję się na tym, że myślę obojętnie, jakby nic mnie nie obchodziło. I może tak rzeczywiście jest, ale jak może być inaczej, kiedy wszystko w co wierzyłam już się rozsypało albo właśnie się rozkłada?

Tak, właśnie tak jest, a ja z biegiem czasu coraz częściej myślę o sobie jak o naiwnej, nic niewartej osobie, która wiecznie buja w obłokach i nie myśli przyszłościowo.

Po prostu chyba za bardzo przywiązuję się do niektórych rzeczy, osób, stanów, myśli i poglądów. Nie lubię zmian i jestem w stanie powiedzieć to głośno.

Nie lubię zmian!

Chciałabym by wszystko toczyło się dalej, jak kiedyś, swoim zwykłym normalnym rytmem… Tymczasem nic nie jest już takie jak dawniej, coraz częściej się gubię i wkurwiam, bo nic nie mogę poradzić na to co się dzieje lub, co gorsza, co już się stało. I to mnie dobija. Nie żebym miała jakąś depresję, ale czasem nachodzą mnie takie myśli, wspomnienia…

Spojrzenie

Gesty

Dotyk

Słowa

Żarty

Rozmowy

Muzyka

Myśli

Wszystko to do mnie wraca i powtarza się w nieskończoność, a ja nie wiem czemu.

Może dlatego, że są to miłe wspomnienia, a może dlatego, że w jakiś sposób są właśnie niemiłe.

Czy ktoś to kurwa rozumie?

Nawet ja nie rozumiem!

Wiem tylko, że się gubię i to ciągle i bez końca…

*Od razu uprzedzam, że nie chodzi tu w jakikolwiek sposób o szkołę. Klasę mam świetną, szkoła jest ok, choć wycisk również jest… Ale gdzie nie ma?

Po prostu musiałam to z siebie wyrzucić, a że jest Święto Zmarłych, dzień przemyśleń i refleksji, to czemu by nie dzisiaj?

Inna sprawa to to, że Święta Zmarłych nienawidzę.

Bo po co to? Jak ktoś pamięta o bliskich, którzy odeszli, to pamięta nie tylko w ten dzień, ale i w każdy inny.

Zresztą czy kwiaty, znicze, modlitwa odzwierciedlają pamięć o zmarłych?

Wątpię.

Jak ktoś pamięta to nie musi się z tym obnosić, tym bardziej, jeśli chodzi o kogoś bliskiego naszemu sercu, bo żalu czy smutku z powodu straty drugiej osoby nie okazuje się raczej publicznie, ale nosi się te uczucia w sercu. I nic komu do tego jaki bukiet przyniesiesz na grób, albo jaki kupisz znicz. Szkoda tylko, że niekażdy to rozumie i ciągle obchodzimy to durne, pozbawione jakiegokolwiek sensu „Święto Zmarłych”, które coraz częściej staje się powodem do niekończących się ploteczek czy innych tego typu żenujących rodzinnych spotkań „na grobach”…

Tyle o „niebie”, które pewnie i tak nie istnieje, bo jak może istnieć w tak dusznym i pozbawionym wszelkiego sensu świecie? No jak? Nie może, proste.

A co o piekle?

To:

2003-04-28-darealshorty.jpg
- W piekle na powitanie pokazują ci wszystkie twoje niewykorzystane szanse, pokazują, jak wyglądałoby twoje życie, gdybyś we właściwym czasie wybrał właściwie wyjście. A potem pokazują ci wszystkie te chwile szczęścia, które straciłeś śpiąc, wiesz, że my przesypiamy połowę życia? I tym wszystkim śpiochom takim jak ty pokazuje się w piekle, co mogli w życiu osiągnąć, gdyby budzili się w porę.
- A potem? (…) Co się dzieje potem, kiedy już to wszystko pokażą?
- Potem, (…) zostawią cię samego z twoimi wyrzutami sumienia. Na całą wieczność. Nie ma już nic ani nikogo. Tylko ty i twoje wyrzuty sumienia…*

I tyle.

Po prostu tyle i już, bo nie chcę mi się już pisać tych bzdur, których i tak nikt nie zrozumie, bo póki ktoś nie pozna tego, co siedzi w mej głowie to tej notki nie zrozumie, choćby nie wiem jak była banalna i pozbawiona sensu.

A o tym co jest we mnie i w mojej głowie pisać nie będę, bo znowu mi się oberwie, że dramatyzuję albo przesadzam.

Zresztą jak ktoś chciałby się dowiedzieć i ze mną szczerze pogadać to by to zrobił, a że nikt nie wykazuje takiego zainteresowania moją osobą, to wybaczcie, ale chyba jakoś będziecie musieli znosić te moje zamulone notki, bo jakoś musze to wszystko z siebie wyrzucać, choć ten blog to może nie najlepsze do tego miejsce.

Zresztą kończę już, bo pewnie i tak mało komu będzie się chciało to czytać, bo i po co?

Adios!

* Fragment książki „Gnój” Wojciecha Kuczoka.

avator%206.jpg
zapisała :Agatka:


  • RSS