roswellian-life blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2007

Mój optymizm jak na razie nie wyparowuje, bo już niedługo Święta. :)

Poza tym dziś byłam na akcji Fundacji KIWANIS. Poszło nam dobrze, nawet bardzo ;) Jutro dalsza część. A akcja polega na tym, że zbieramy produkty żywnościowe, zabawki, itp. m.in. dla dzieci z domów dziecka czy ubogich rodzin, by zrobić im prezenty na Wielkanoc, która zbliża się przecież wielkimi krokami. :) Cieszę się, że w jakiś sposób mogę się w to włączyć i pomóc. :) Poza tym ludzie też potrafią bardzo pozytywnie zaskakiwać! Wiele osób włączyło się w akcję, było naprawdę świetnie i bardzo pozytywnie. Odzyskałam wiarę w ludzi. :) Choć nie da się ukryć, że większość dawała coś, by uspokoić swoje sumienie przed Wielkanocą, ale cóż, liczą się chęci i to, by dzieci miały radochę. :D

Także mam za sobą kolejny udany dzień i zastrzyk optymizmu. ;]

Pozytywnie jest. Nawet bardzo. :)

Nie ma to jak obudzić się rano i zdać sobie sprawę z tego, że za oknem nie pada, ale świeci słońce.

Nie ma to jak Drzwi Otwarte w miłym towarzystwie klasy, poprowadzone z humorem i luzem. ;]

Nie ma to jak wyjście z kumpelą na dwór, spotkanie z kumplem i pogadanie o mało ważnych pierdołach, które tak naprawdę są istotne, by zachować tą przyjaźń jak najdłużej. :)

Nie ma to jak długie rozmowy z koleżanką, lepsze poznawanie siebie nawzajem.

I nie ma to jak przeczytanie dobrej książki.

Tak samo jak nie ma to jak mieć cały wieczór tylko dla siebie. ;)

Mniej więcej tak spędziłam dzisiejszy dzień. W ogóle ostatnio jest dość miło i przyjemnie, więc także bardzo pozytywnie. ;) Oby jak najdłużej. :)

btw. zmieniłam szablon, by był nieco bardziej adekwatny do mojego nastroju. Dodałam także muzykę. Wiem, że Stacie Orrico to może nie jest jakaś szanowana wokalistka, ale mam sentyment do tej piosenki i ona również oddaje moje uczucia :)

Stałam tam jak ta idiotka i choć chciałam, naprawdę chciałam, coś powiedzieć, krzyknąć, wrzasnąć, warknąć na niego, to jednak tego nie zrobiłam. Byłam jakby znieruchomiała, nie byłam w stanie się odezwać, bo w tamtej chwili czułam tylko lekkie ukłucie bólu i łzy, które gromadziły mi się pod powiekami. Oczywiście nie płakałam, bo nie chciałam z siebie robić jeszcze większej idiotki, ale było mi smutno i jakoś tak głupio.

A to przecież mu powinno być głupio. Każdy tak mówi:

Na Twoim miejscu to bym mu powiedzial co mysle, on jest dla mnie nikim, nie ma co sie oszukiwac, wiem o co sie na niego obrazilas, a teraz sie nawet odezwac nie chce [Wonski]

Ale…

Ale dlaczego nic nie powiedział? Stał pół metra ode mnie i nic nie powiedział….

Ale cóż…

Trudno.

Nie będę z tego powodu płakać, bo wiem, że nie warto. ;]

[niby wiem... ;-/]

Nie mogę się powstrzymać i muszę podzielić się z Wami wiadomością, że mam małego kotka ze schroniska. Jest słodka, milusia i ma 3 miesiące :) A na imię ma Abra. Jest troszkę chora (ma kocią grypę), ale mam nadzieję, że uda się ją nam wyleczyć, bo jest naprawdę kochana i teraz siedzi mi na kolanach :)

A poniżej jej zdjęcia, jak siedzi na kolnach mojej mamie. :)

abrany6.jpg
abra1ws7.jpg

No i nareszcie dobiegła końca rodzinna impreza z okazji 18-nastki mojej sis (swoją drogą, wszystkiego naj ;*).

Nareszcie?

Tak, bo nie cierpię takich rodzinnych zlotów.

A zwłaszcza doprowadzała mnie do szału moja kuzynka, która ciągle rzucała jakimiś komentarzami w stylu: „przytyłaś!” Ojej, i co jej do tego? I tak jestem szczuplejsza od niej (bo ona ma okropnie duży brzuch, wielki tyłek i celulit ;p), a poza tym jestem zadowolona ze swojego ciała! Lubię swoje biodra, mój tyłek, moje cycki i nic jej do tego. Tylko wkurwiają mnie takie komentarze, bo ja tak człowiekowi nigdy nie powiedziałam i nie powiem, bo wiem, jak to może zaboleć… Szkoda, że niektórzy nie mają takiego wyczucia. ;-/

Podobnie moja mama, która przy stole musi wypominać mi moje zgony. No świetnie!

Aczkolwiek ogólnie to było przyjemnie, głównie dlatego, że to w końcu 18-nastka, krok w dorosłość. No i przyszła Martusia ;* Miło było sobie też pogawędzić z Madzią i Agą. :]

I ogólnie jest weekend, więc chyba nie ma sensu narzekać. :)

Dziś byłam z Kachą pograć troszkę w kosza.

I bardzo się cieszę, że nasze stosunki się nie zmieniły. Nadal rozmawiamy ze sobą tak jak dawniej, niczego nie ukrywamy itp., razem żartujemy i się śmiejemy. I jest dokładnie jak dawniej. Niby nic, ale dla mnie to wiele znaczy, bo przecież nie wszystko jest jak dawniej, niestety.

Wychodzę z założenia, że ludzie się nie zmieniają, bo nie i już. To niemożliwe, bo każdy jest, jaki jest i nic tego nie zmieni. Można się starać oszukiwać siebie i otoczenie, ale tak naprawdę prawdziwa natura człowieka i tak wyjdzie kiedyś na jaw, zwykle podczas ekstremalnych, stresowych sytuacji.

Więc jak to możliwe, że tak bardzo pozmieniały się moje stosunki z niektórymi znajomymi, z ludźmi, których znam pół życia, i o których myślałam jak o kumplach, którym mogę ufać? W końcu tak było. Ale już nie jest, bo teraz często nawet „nie poznajemy” się na ulicy czy w autobusie, ignorujemy się i udajemy. A to czasem boli, przynajmniej mnie, bo jak mogłam trzymać się z kimś, kto po trzech miesiącach zapomni o moim istnieniu?

Czy jednak dlatego, że się zmienili?

Nie.

Po prostu byli zakłamani przez cały czas i nie pokazywali tego, co naprawdę myślą. Co prawda zdarzały się im „wpadki”, różne kłótnie, spięcia i epitety, podczas których wychodziła na jaw ich prawdziwa natura, jednak wtedy myślałam, że to nic takiego, że wyolbrzymiam i pewnie to ze mną jet coś nie tak, jednak potem wszystko wracało do „normy”, choć przecież ta norma była tylko jednym wielkim pozerstwem.

Jak więc miałam się w tym nie zagubić? Jak mogłam zaufać niewłaściwym ludziom, dla których tak naprawdę nic, a w szczególności ja, się nie liczyło?

To proste – byłam po prostu zbyt nawina i zaślepiona i problem w tym, że czasem nadal taka jestem, choć teraz nie wybaczam tych „wpadek” tak łatwo, bo wiem, że pokazują kim naprawdę jest niejeden człowiek. Oczywiście niekażdy, bo nie można tak generalizować, jednak w przypadkach, o których piszę się to sprawdziło.

I to troszkę bolało. Teraz jednak już się tym nie przejmuję, choć czasem wolałabym zachować chociaż pozory dawnych stosunków z pewnymi osobami…

Ale dziś pozytywnie jest :)

Zaliczyłam Bizancjum na 5 :D Nareszcie. ;] W dupie mam niezdecydowanych ludzi, którzy nie potrafią nawet wyznaczyć dobrego terminu do napisania pracy, który się ciągnie od trzech tygodni! Wolę odpowiadać – szybko, sprawnie, z zamierzonym skutkiem. :)

Poza tym ta piękna pogoda za oknem! Kocham wiosnę!!! I mam nadzieję, że już u nas zostanie i nie minie. ;) Bo zimy mam dość, a słoneczko za oknem jakoś tak bardzo pozytywnie mnie nastawia.

W ogóle to wszystko jest w jak najlepszym porządku – jutro Dzień Kobiet i kino z klasą („Testosteron”), w piątek warsztaty z Martą, w weekend kosz z Kachą (i niestety średniowiecze i esej, ale to się wytnie ;p)… Super :) Oby było tak jak najczęściej :)

57005175jz3.jpg

Swoją drogą z okazji Dnia Kobiet życzę wszystkim Kobietkom odwagi w dążeniu do obranego celu, nigdy niegasnącego zapału w realizacji marzeń, uśmiechu na twarzy i wielkiej miłości, ot co! ;*

Always be rockin’ never gonna fuck up
Always be true so not like most of you
I always fly so high
Don’t stop me when i dance!
Positive vibrations will never stop :)

ps. dzisiaj było znowu bardzo pozytywnie :) Na francuskim śpiewaliśmy piosenki (np. K Maro-Femme Like You) i po raz pierwszy od paru tygodni wyszłam z tej lekcji autentycznie wyluzowana :) Poza tym okazało się, że dostałam 6 (pierwszą w LO ;]) i to z czego? Z killera ;p Jestem z siebie dumna, chyba po raz pierwszy od dawna. :) A „Testosteron” był całkiem niezły :D

happysad_small.jpg

Boooski koncert Happysad.
Właśnie tego potrzebowałam – rozluźnienia, całkowitego szaleństwa i braku kontroli.
Czuję się wspaniale i na razie nie myślę o tych wszystkich smutnych rzeczach, jakie mnie wkrótce czekają, bo teraz liczy się to, że jest mi dobrze, czuję się zrelaksowana (mimo zmęczenia) i czuję, że nabrałam nowych sił dzięki temu koncertowi, także oby takich więcej!
Dzięki chłopaki – jak zwykle byliście świetni! :)

btw. pozdrawiam Martusię i znajomych z klasy obecnych na koncercie – było super :)


  • RSS