No i nareszcie dobiegła końca rodzinna impreza z okazji 18-nastki mojej sis (swoją drogą, wszystkiego naj ;*).

Nareszcie?

Tak, bo nie cierpię takich rodzinnych zlotów.

A zwłaszcza doprowadzała mnie do szału moja kuzynka, która ciągle rzucała jakimiś komentarzami w stylu: „przytyłaś!” Ojej, i co jej do tego? I tak jestem szczuplejsza od niej (bo ona ma okropnie duży brzuch, wielki tyłek i celulit ;p), a poza tym jestem zadowolona ze swojego ciała! Lubię swoje biodra, mój tyłek, moje cycki i nic jej do tego. Tylko wkurwiają mnie takie komentarze, bo ja tak człowiekowi nigdy nie powiedziałam i nie powiem, bo wiem, jak to może zaboleć… Szkoda, że niektórzy nie mają takiego wyczucia. ;-/

Podobnie moja mama, która przy stole musi wypominać mi moje zgony. No świetnie!

Aczkolwiek ogólnie to było przyjemnie, głównie dlatego, że to w końcu 18-nastka, krok w dorosłość. No i przyszła Martusia ;* Miło było sobie też pogawędzić z Madzią i Agą. :]

I ogólnie jest weekend, więc chyba nie ma sensu narzekać. :)