Stałam tam jak ta idiotka i choć chciałam, naprawdę chciałam, coś powiedzieć, krzyknąć, wrzasnąć, warknąć na niego, to jednak tego nie zrobiłam. Byłam jakby znieruchomiała, nie byłam w stanie się odezwać, bo w tamtej chwili czułam tylko lekkie ukłucie bólu i łzy, które gromadziły mi się pod powiekami. Oczywiście nie płakałam, bo nie chciałam z siebie robić jeszcze większej idiotki, ale było mi smutno i jakoś tak głupio.

A to przecież mu powinno być głupio. Każdy tak mówi:

Na Twoim miejscu to bym mu powiedzial co mysle, on jest dla mnie nikim, nie ma co sie oszukiwac, wiem o co sie na niego obrazilas, a teraz sie nawet odezwac nie chce [Wonski]

Ale…

Ale dlaczego nic nie powiedział? Stał pół metra ode mnie i nic nie powiedział….

Ale cóż…

Trudno.

Nie będę z tego powodu płakać, bo wiem, że nie warto. ;]

[niby wiem... ;-/]