roswellian-life blog

Twój nowy blog

Wpisy, których autorem jest autor

Boli:
- ząb
- głowa
- noga
- no i najważniejsze, bo serce…

I kiedy przestanie?

Byłam wczoraj, wraz z Martą, Asią, Misią, Klaudią i Pawłem vel Fiszerem, na sztuce „Tramwaj zwany pożądaniem”.

„Tramwaj zwany pożądaniem” jest historią starzejącej się kobiety, która przepuściwszy resztki rodzinnego majątku ucieka do swej siostry do Nowego Orleanu. Tu jednak – zamiast schronienia – czeka na nią rozczarowanie: brutalny szwagier odziera ją z resztek iluzji, co w rezultacie prowadzi do choroby psychicznej.

Muszę przyznać, że sztuka była po prostu boska! Wspaniała gra aktorska, cudowna muzyka, świetny kontakt z publicznością (która miała wręcz możliwość włączenia się do sztuki poprzez np. wspólne śpiewanie piosenki z aktorami), odważne sceny oraz język to niewątpliwie największe atuty tej sztuki.

Swoją drogą to niesamowite jak zupełnie obcy sobie ludzie mogą wypracować do siebie tak ogromne zaufanie, by móc bez skrępowania grać tak w odważnych scenach (aktorzy przecież całowali się, dotykali, a jeden z aktorów, Marek Tynda wcielający się w jednego z bohaterów, odwraca się tyłem do publiczności i zdejmuje spodnie). To aż niesamowite, że aktorzy mają takie zaufanie do siebie i nie boją się grać w tak odważnej sztuce!

Poza tym na uwagę zasługuje też gra Barbary Kałużnej, która idealnie ukazała ludzką samotność i zagubienie. W ogóle wszyscy aktorzy grali po prostu fenomenalnie i to sprawia, że aż musiałam napisać tę notkę, gdyż jestem tak podekscytowana sztuką, że nie mogłam sobie darować. :)

Jeśli ktoś z Was jeszcze nie widział sztuki „Tramwaj zwany pożądaniem” Tennessee Williams’a to gorąco polecam, bo zapewnia ona niezapomniane wrażenia!

Mogę! Bo jestem dorosła!

Te słowa często padają z ust osób, które właśnie skończyły 18-nastkę i uważają, że mogą teraz mówić iż są dorosłe.

Ale czy tak jest naprawdę? Czy fakt, że ktoś skończył 18 lat daję mu prawo do nazywania się dorosłym?

Moim zdaniem, nie, bo to przeżycia ukształtowują charakter i dojrzałość człowieka, a nie metryka.

Osobiście uważam, że jestem dość dojrzała, radzę sobie sama praktycznie zawsze, potrafię wyrzec się pewnych przyjemności kiedy wymaga tego dana chwila, potrafię gospodarować pieniędzmi, sprzątać, gotować nie bardzo, ale kiedy jestem sama, co dzieje się dość często, to sobie radzę. Lepiej lub gorzej, ale radzę.

Czy więc nie mogę powiedzieć o sobie, że jestem dorosła?

Moim zdaniem, mogłabym.

Ale nie chcę.

Bo po co?

Za rok, kiedy skończę 18 lat, będę prawnie dorosła i będę tak o sobie mówić do końca życia, więc po co mam to robić teraz? Oczywiście czasem fajnie jest, kiedy ludzie traktują mnie jak osobę dorosłą, równorzędną, taką samą. Ale jednocześnie czasami mam ochotę, by ludzie traktowali mnie mniej poważnie, bardziej się o mnie martwili i troszczyli. I dlatego nie chcę tak do końca dorastać, bo zdążę jeszcze tak naprawdę to zrobić. Mam jeszcze dużo czasu, nie chcę być postrzegana jako dorosła osoba teraz, bo dla mnie to za szybko.

Choć mimo wszystko uważam, że jestem opowiedzialna czasem nawet bardziej niż jeden dorosły, ale jak mówiłam wszystko zależy od przeżyć i od charakteru… A ja nie chcę tak szybko dorastać, nie śpieszy mi się…

Odciąża moją krew
Przemierza żył korytarze
Całego świata jęk
Każda ludzkości obawa

Udeptuję skórę tej
Skąpanej w mroku planety
Z naiwnością na którą stać
Stać chyba tylko dziecko

Dyskretnej troski trzeba mi
trzeba mi troski trzeba mi

Odciąża moją krew…

Nadwrażliwość to mój wróg
Przerost duszy nad rozumem
W głowę kopcie mnie może
Może ozdrowieję

Dyskretnej troski trzeba mi /x4
trzeba mi troski trzeba mi

Hey-Dorosłość jak początek umierania

DoGóryNogami w Mózgu na dobry początek dłuuuugiego majowego weekendu. :]

I choć nie wszystko jest tak jak chciałabym by było, to jednak jest pozytywnie. Jakoś się układa, jakoś lepiej.

I dobrze…

Ostatnio oglądałam „Rozmowy w toku”. Ogólnie mam mało czasu na oglądanie telewizji, ale temat poruszany w tym akurat programie był dla mnie dość interesujący, a mianowicie był to temat aborcji.

Do programu przyszły kobiety (na czele ze znaną wszystkim Alicją T., która procesowała się w Strasburgu o odszkodowanie za to, że urodziła swoje dziecko, czego nie będę komentować, bo brak mi słów), które usunęły ciążę. O ile jedną z nich mogę zrozumieć, gdyż jej dziecko było poważnie chore i lekarze dawali mu tylko rok życia w ogromnym cierpieniu, to tej drugiej suki nie zrozumiem nigdy, ponieważ jedynymi słowami, które miały usprawiedliwić jej dwie aborcje były hasła wielokrotnie wygłaszane przez głupie, niewiedzące co gadają feministki, a mianowicie: „to moja macica, moje ciało, nie planowałam więcej dzieci”. No przepraszam bardzo, ale ile ta kobieta ma lat? Dziesięć, że nie wie czym grozi uprawianie seksu? Czy aż takim problemem jest dla niej pójście do kiosku po prezerwatywy, albo do apteki po pigułki? Poza tym po co ona pierdoli, że nie ma kasy na trzecie dziecko, skoro zdobyła parę tysięcy na nielegalny zabieg usuwania ciąży?

Po prostu brak słów… ;-/

Na pochwałę zasługuje natomiast kobieta, która mimo upośledzenia swojego dziecka, zdecydowała się je urodzić i stawić czoła przeciwnościom. I co? Jest teraz, jak sama mówi, najszczęśliwszą matką na świecie!

I tym pozytywnym akcetem kończę tę notkę, z której mam nadzieję płynie jasne ‚przesłanie’: bądźcie odpowiedzialni, za to, co robicie i ponoście konsekwencje swoich czynów, a nie idźcie na łatwiznę i nie zabijajcie innych tylko dlatego, że macie taki kaprys!!!

Mój optymizm jak na razie nie wyparowuje, bo już niedługo Święta. :)

Poza tym dziś byłam na akcji Fundacji KIWANIS. Poszło nam dobrze, nawet bardzo ;) Jutro dalsza część. A akcja polega na tym, że zbieramy produkty żywnościowe, zabawki, itp. m.in. dla dzieci z domów dziecka czy ubogich rodzin, by zrobić im prezenty na Wielkanoc, która zbliża się przecież wielkimi krokami. :) Cieszę się, że w jakiś sposób mogę się w to włączyć i pomóc. :) Poza tym ludzie też potrafią bardzo pozytywnie zaskakiwać! Wiele osób włączyło się w akcję, było naprawdę świetnie i bardzo pozytywnie. Odzyskałam wiarę w ludzi. :) Choć nie da się ukryć, że większość dawała coś, by uspokoić swoje sumienie przed Wielkanocą, ale cóż, liczą się chęci i to, by dzieci miały radochę. :D

Także mam za sobą kolejny udany dzień i zastrzyk optymizmu. ;]

Pozytywnie jest. Nawet bardzo. :)

Nie ma to jak obudzić się rano i zdać sobie sprawę z tego, że za oknem nie pada, ale świeci słońce.

Nie ma to jak Drzwi Otwarte w miłym towarzystwie klasy, poprowadzone z humorem i luzem. ;]

Nie ma to jak wyjście z kumpelą na dwór, spotkanie z kumplem i pogadanie o mało ważnych pierdołach, które tak naprawdę są istotne, by zachować tą przyjaźń jak najdłużej. :)

Nie ma to jak długie rozmowy z koleżanką, lepsze poznawanie siebie nawzajem.

I nie ma to jak przeczytanie dobrej książki.

Tak samo jak nie ma to jak mieć cały wieczór tylko dla siebie. ;)

Mniej więcej tak spędziłam dzisiejszy dzień. W ogóle ostatnio jest dość miło i przyjemnie, więc także bardzo pozytywnie. ;) Oby jak najdłużej. :)

btw. zmieniłam szablon, by był nieco bardziej adekwatny do mojego nastroju. Dodałam także muzykę. Wiem, że Stacie Orrico to może nie jest jakaś szanowana wokalistka, ale mam sentyment do tej piosenki i ona również oddaje moje uczucia :)

Stałam tam jak ta idiotka i choć chciałam, naprawdę chciałam, coś powiedzieć, krzyknąć, wrzasnąć, warknąć na niego, to jednak tego nie zrobiłam. Byłam jakby znieruchomiała, nie byłam w stanie się odezwać, bo w tamtej chwili czułam tylko lekkie ukłucie bólu i łzy, które gromadziły mi się pod powiekami. Oczywiście nie płakałam, bo nie chciałam z siebie robić jeszcze większej idiotki, ale było mi smutno i jakoś tak głupio.

A to przecież mu powinno być głupio. Każdy tak mówi:

Na Twoim miejscu to bym mu powiedzial co mysle, on jest dla mnie nikim, nie ma co sie oszukiwac, wiem o co sie na niego obrazilas, a teraz sie nawet odezwac nie chce [Wonski]

Ale…

Ale dlaczego nic nie powiedział? Stał pół metra ode mnie i nic nie powiedział….

Ale cóż…

Trudno.

Nie będę z tego powodu płakać, bo wiem, że nie warto. ;]

[niby wiem... ;-/]

Nie mogę się powstrzymać i muszę podzielić się z Wami wiadomością, że mam małego kotka ze schroniska. Jest słodka, milusia i ma 3 miesiące :) A na imię ma Abra. Jest troszkę chora (ma kocią grypę), ale mam nadzieję, że uda się ją nam wyleczyć, bo jest naprawdę kochana i teraz siedzi mi na kolanach :)

A poniżej jej zdjęcia, jak siedzi na kolnach mojej mamie. :)

abrany6.jpg
abra1ws7.jpg

No i nareszcie dobiegła końca rodzinna impreza z okazji 18-nastki mojej sis (swoją drogą, wszystkiego naj ;*).

Nareszcie?

Tak, bo nie cierpię takich rodzinnych zlotów.

A zwłaszcza doprowadzała mnie do szału moja kuzynka, która ciągle rzucała jakimiś komentarzami w stylu: „przytyłaś!” Ojej, i co jej do tego? I tak jestem szczuplejsza od niej (bo ona ma okropnie duży brzuch, wielki tyłek i celulit ;p), a poza tym jestem zadowolona ze swojego ciała! Lubię swoje biodra, mój tyłek, moje cycki i nic jej do tego. Tylko wkurwiają mnie takie komentarze, bo ja tak człowiekowi nigdy nie powiedziałam i nie powiem, bo wiem, jak to może zaboleć… Szkoda, że niektórzy nie mają takiego wyczucia. ;-/

Podobnie moja mama, która przy stole musi wypominać mi moje zgony. No świetnie!

Aczkolwiek ogólnie to było przyjemnie, głównie dlatego, że to w końcu 18-nastka, krok w dorosłość. No i przyszła Martusia ;* Miło było sobie też pogawędzić z Madzią i Agą. :]

I ogólnie jest weekend, więc chyba nie ma sensu narzekać. :)


  • RSS