roswellian-life blog

Twój nowy blog

Dziś byłam z Kachą pograć troszkę w kosza.

I bardzo się cieszę, że nasze stosunki się nie zmieniły. Nadal rozmawiamy ze sobą tak jak dawniej, niczego nie ukrywamy itp., razem żartujemy i się śmiejemy. I jest dokładnie jak dawniej. Niby nic, ale dla mnie to wiele znaczy, bo przecież nie wszystko jest jak dawniej, niestety.

Wychodzę z założenia, że ludzie się nie zmieniają, bo nie i już. To niemożliwe, bo każdy jest, jaki jest i nic tego nie zmieni. Można się starać oszukiwać siebie i otoczenie, ale tak naprawdę prawdziwa natura człowieka i tak wyjdzie kiedyś na jaw, zwykle podczas ekstremalnych, stresowych sytuacji.

Więc jak to możliwe, że tak bardzo pozmieniały się moje stosunki z niektórymi znajomymi, z ludźmi, których znam pół życia, i o których myślałam jak o kumplach, którym mogę ufać? W końcu tak było. Ale już nie jest, bo teraz często nawet „nie poznajemy” się na ulicy czy w autobusie, ignorujemy się i udajemy. A to czasem boli, przynajmniej mnie, bo jak mogłam trzymać się z kimś, kto po trzech miesiącach zapomni o moim istnieniu?

Czy jednak dlatego, że się zmienili?

Nie.

Po prostu byli zakłamani przez cały czas i nie pokazywali tego, co naprawdę myślą. Co prawda zdarzały się im „wpadki”, różne kłótnie, spięcia i epitety, podczas których wychodziła na jaw ich prawdziwa natura, jednak wtedy myślałam, że to nic takiego, że wyolbrzymiam i pewnie to ze mną jet coś nie tak, jednak potem wszystko wracało do „normy”, choć przecież ta norma była tylko jednym wielkim pozerstwem.

Jak więc miałam się w tym nie zagubić? Jak mogłam zaufać niewłaściwym ludziom, dla których tak naprawdę nic, a w szczególności ja, się nie liczyło?

To proste – byłam po prostu zbyt nawina i zaślepiona i problem w tym, że czasem nadal taka jestem, choć teraz nie wybaczam tych „wpadek” tak łatwo, bo wiem, że pokazują kim naprawdę jest niejeden człowiek. Oczywiście niekażdy, bo nie można tak generalizować, jednak w przypadkach, o których piszę się to sprawdziło.

I to troszkę bolało. Teraz jednak już się tym nie przejmuję, choć czasem wolałabym zachować chociaż pozory dawnych stosunków z pewnymi osobami…

Ale dziś pozytywnie jest :)

Zaliczyłam Bizancjum na 5 :D Nareszcie. ;] W dupie mam niezdecydowanych ludzi, którzy nie potrafią nawet wyznaczyć dobrego terminu do napisania pracy, który się ciągnie od trzech tygodni! Wolę odpowiadać – szybko, sprawnie, z zamierzonym skutkiem. :)

Poza tym ta piękna pogoda za oknem! Kocham wiosnę!!! I mam nadzieję, że już u nas zostanie i nie minie. ;) Bo zimy mam dość, a słoneczko za oknem jakoś tak bardzo pozytywnie mnie nastawia.

W ogóle to wszystko jest w jak najlepszym porządku – jutro Dzień Kobiet i kino z klasą („Testosteron”), w piątek warsztaty z Martą, w weekend kosz z Kachą (i niestety średniowiecze i esej, ale to się wytnie ;p)… Super :) Oby było tak jak najczęściej :)

57005175jz3.jpg

Swoją drogą z okazji Dnia Kobiet życzę wszystkim Kobietkom odwagi w dążeniu do obranego celu, nigdy niegasnącego zapału w realizacji marzeń, uśmiechu na twarzy i wielkiej miłości, ot co! ;*

Always be rockin’ never gonna fuck up
Always be true so not like most of you
I always fly so high
Don’t stop me when i dance!
Positive vibrations will never stop :)

ps. dzisiaj było znowu bardzo pozytywnie :) Na francuskim śpiewaliśmy piosenki (np. K Maro-Femme Like You) i po raz pierwszy od paru tygodni wyszłam z tej lekcji autentycznie wyluzowana :) Poza tym okazało się, że dostałam 6 (pierwszą w LO ;]) i to z czego? Z killera ;p Jestem z siebie dumna, chyba po raz pierwszy od dawna. :) A „Testosteron” był całkiem niezły :D

happysad_small.jpg

Boooski koncert Happysad.
Właśnie tego potrzebowałam – rozluźnienia, całkowitego szaleństwa i braku kontroli.
Czuję się wspaniale i na razie nie myślę o tych wszystkich smutnych rzeczach, jakie mnie wkrótce czekają, bo teraz liczy się to, że jest mi dobrze, czuję się zrelaksowana (mimo zmęczenia) i czuję, że nabrałam nowych sił dzięki temu koncertowi, także oby takich więcej!
Dzięki chłopaki – jak zwykle byliście świetni! :)

btw. pozdrawiam Martusię i znajomych z klasy obecnych na koncercie – było super :)

Nic mi się nie chcę.
Ogarnęło mnie totalnie zniechęcenie…
Może to dlatego, że byłam chora?
Może.
W każdym razie – za dwa dni szkoła i masę sprawdzianów, a ja ledwo kontaktuję!
Nawet ta notka jest pozbawiona najmniejszego sensu, a co dopiero sprawdziany z WOK-u, czy biologii.
Na pocieszenie zostaje mi tylko koncert Happysad w najbliższą środę :)
Ale po nim – sprawdzian z bioli! ;/

Źle się czuję. Źle. No, ale nieważne, choć źle się czuję nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Sama nie wiem, ale jestem po prostu wyczerpana. Zaraz idę spać, bo oczy mi się zamykają…

Chciałam tylko napisać, że wczorajsze spotkanie klasowe było całkiem ok, nie licząc jednego osobinka, jednak przeżyłam jakoś, choć było ciężko. ;/

On zawsze zjebie mi humor, zawsze…
No, a jutro Walentynki… ;/ Nie lubię tego „święta”. Kolejny podwód do zamulania i smucenia się, bo choć udaję, że wszystko gra, to jednak tak naprawdę nie gra nic, zupełnie nic. Mam dość.

Chociaż nie obędzie się bez walentynkowego tekstu piosenki, bo co jak co, ale te lubię, zwłaszcza w wykonaniu Bon Joviego ;)

I’ll be there for you
These five words I swear to you
When you breathe I want to be the air for you
I’ll be there for you
I’d live and I’d die for you
Steal the sun from the sky for you
Words cant say what a love can do
I’ll be there for you
I wanted to be your valentine
I’ll be the water when you get thirsty, baby
When you get drink, I’ll be the wine
And I want there when you were happy
I wasn’t there when you were down
I didn’t mean to miss your birthday, baby
I wish I’d seen you blow those candles out
I’ll be there for you…

No i ferie dobiegły końca.

Tak samo jak pierwszy dzień w szkole po nich, który nie był taki zły – był nawet pozytywny, o ile nie bardzo pozytywny :) Fajnie było zobaczyć swoją klasę i w ogóle. Miło. ;]

No, ale może mały blinas ferii?

Mój bilnas jest taki:

*obejrzałam drugą połowę 2 sezonu Third Watch oraz cały sezon 3, czyli nareszcie mogłam do woli popatrzeć sobie na mojego boooskiego Bosco ;*

*byłam na świetnej imprezce w Kubryku z Martusią (:*), Agą i Pati :)

*spaliłam się w solarium ;p

*”byłam” na łyżwach

*spałam do południa (średnio do 14 ;))

*nie otworzyłam ŻADNEJ książki, czyli leniłam się 24 godziny na dobę

*ugościłam u siebie Paulinkę i razem oglądałyśmy „Gotowe na wszystko” ;D

*pogadałam z Asią, Kasią P. i Agatką O. z czego bardzo się cieszę, bo dawno ich nie widziałam…

I to chyba na tyle.

Wiem, że moje ferie nie były zbyt pasjonujące, ale może to przez to liceum, bo na nic nie miałam ochoty ;D

Ale za to w najbliższym czasie (czyt. środa) idę na 18-nastkę, więc pewnie będzie good, maybe great, fun ;]

zapisała :Agatka:

- Patrz Robert, zając! [histeryczny śmiech w pokoju]
To była moja mama podczas oglądania wczorajszej gali Miss Polski i Miss Nastolatek, kiedy ogłosili, która z dziewczyn została II Wicemiss.
Moja siostra nie była lepsza, zauważając (całkiem trafnie zresztą), że w tych konkursach same „łajzy” biorą udział xD
I trudno się z tym nie zgodzić, kiedy patrzy się na obecną, tegoroczną Miss Polski czy Miss Nastolatek.
Ja nie wiem skąd oni biorą te dziewczyny! Jak były jakieś w miarę przyzwoite to się nawet do finałowej 10 nie zakwalifikowały. A te „parę słów o sobie” typu: „pozdrawiam moją babcię”… No pożal się Boże…
Jedyne co dobre to kupa śmiechu, o! xD :D Przynajmniej było zabawanie :]

zapisała :Agatka:

No i zaczęły się ferie.

Nareszcie.

Co mam jeszcze dodać?
To chyba oczywiste, że teraz ogarnie mnie totalne lenistwo, choć planuję koncert jakiś, łyżwy, kino i może basen. Poza tym Third Watch ;)

A tak to co słychać?
Hm, w szkole jak w szkole. Zresztą po co o niej pisać skoro narazie martwić się nią nie muszę? ;)
Ale z tych pozytywów to: wyjście do kina na „Fanatyka” (myślę, że niewarto pisać tu o moich wrażeniach, bo wszystko co napiszę o tym filmie będzie zbyt banalne, film po prostu mówi sam za siebie…) oraz to, że Jacek skończył 18-nastkę ;) Poza tym pięknie pożegnaliśmy naszą nauczycielkę francuskiego, która odchodzi na macierzyński. Cóż, szkoda, bo kobieta jest genialna… ;) Będzie nam jej brakować, ale to na szczęście tylko jeden semestr!

No i tak jakoś pozytywnie jest, mimo małych niepowodzeń, ale po co zaprzątać sobie nimi głowę? ;]

zapisała :Agatka:

Zmieniłam szablon.

Zresztą po co ja to piszę? I tak widać. :)

Aczkolwiek pomyślałam, że napiszę. Bo dawno nic nie było. Nie żeby się coś działo, ale mam ochotę coś wystukać. Tak po prostu, bo lubię, albo może i nie lubię, ale to cholerne przyzwyczajenie nie pozwala mi oderwać się od tego bloga. I dlatego – jak w tytule bloga – nie odlecę stąd, choć chyba z nieco innych powodów… Nie chcę odlatywać, bo czuję się dobrze pisząc tu. Gdzieś muszę. Wiem, że wielu uważa, że blog to nie najlepsze miejsce do uzewnętrzniania swoich uczuć czy do opisywania swojego życia, bo w końcu każdy może to przeczytać, ale ja lubię blogi. A właściwie nie blogi, ale tego jednego blogA. O, bo tak! Jak mówiłam – przyzwyczajenie. Choć oczywiście gdyby nie ten wirtualny pamiętnik, w którym piszę rzadko, bo rzadko, ale jednak, chyba bym zwariowała nie układając sobie tego wszystkiego w głowie, a potem przelewając to na bezduszny ekran komputera, którego tak naprawdę mało obchodzi moje nudne, ale jak dla mnie ważne, życie, w którym nieraz się pogubiłam.

Teraz zagubiona nie jestem. Na szczęście. ;)

Choć mimo wszystko, tak łatwo nie jest…

I’m more than a bird
I’m more than a plane
More than some pretty face beside a train
It’s not easy to be me
Wish that I could cry
Fall upon my knees
Find a way to lie
About a home I’ll never see
It may sound absurd
But don’t be naive
It’s not easy to be me
Up, up and away
Away from me
It’s all right
You can all sleep sound tonight
I’m not crazy
Or anything
I’m only a man
In a funny red sheet
I’m only a man
Looking for a dream
And it’s not easy to be me…

zapisała :Agatka:

Właśnie minął kolejny rok.
Kolejny rok, w którym nie brakowało łez, cierpienia, ale też drobnych i nieco większych radości…
To także kolejny rok dla mojego bloga, który będzie miał, od 3 stycznia, już trzy lata!
W związku z tym, że witamy już teraz rok 2007 postanowiłam zrobić małe podsumowanie minionego roku.
Oto ono ;]

No przede wszystkim był to ostatni rok nauki w gimnazjum, więc wiele czasu poświęcałam nauce. Efekt? Moje pierwsze (i ostatnie ;)) świadectwo z paskiem!!!
Z pozytywów to jeszcze, że wróciłam do schorniska i starałam się w miarę do niego chodzić :) Poza tym wiele czytałam i oglądałam wiele filmów, na co teraz nie mam za bardzo czasu…
Ach, miałam też totanego kręćka (i nadal mam!) na punkcie „Third Watch” i Bosco ;*
No i pierwszy raz jeździłam na łyżwach (z Martą :*) – było zwałowo ;D
Brałam też udział w przedstawieniu „Kopciuszek” – pierwszy raz się w takie przedsięwzięcie zaangażowałam, ale nie było aż tak źle…
Byłam też na koncercie Virgin, ale w porównaniu z koncertami na jakie później chodziłam i chodzę (Happysad, DuBska, Pidżama Porno, Uside Down) to było to dno totalne :P I teraz polecam Wam właśnie wyżej wymienione zepoły! :)
Dużo też grałam w kosza – z Kachą, Pawłem (;/), a nawet z księdzem :) Mam nadzieję, że nadal będziemy grać ;]
Poza tym zaczęłam pisać duużo opowiadań :P Nie sądzę, by były dobre, ale takie pisanie mi pomaga :)
Byłam też na karuzeli z Martusią i koniecznie chciałam wejść na młota, by sobie udowodnić, że potrafię i potrafiłam – było… niesamowicie, ale nie wiem czy bym to chciała powtarzać :D
W maju odbyłam zajebistą wycieczkę klasową do Gozdawy, by jakoś uwiecznić te 9 lat spędzonych z moją byłą klasą i powiem tak – było suuuper :)
Poza tym na Dzień Dziecka nasi kochani nauczyciele zrobili nam świetną, niezapomnianią niespodziankę – zwałowe przedstawienie ;p
No i byłam z klasą na cudownym, ale też bardzo męczącym, pożegnalnym rajdzie w Ostromecku, a potem dostałam wyniki testu, z których byłam zadowolona ;)
No i mam też już trzecie imię – Aleksandrę :)
A mój bal na zakończenie gimnazjum był cuuudny!!! ;*
Tak samo cudny jak samo zakończenie roku, jak samo pożegnanie, jak same wakacje, w które spotykaliśmy się niemal codziennie i w które bawiliśmy się wręcz booosko. Będzie mi tego brakować, już brakuje, ale cóż… Zostały wspomnienia. Naprawdę cudowne :)
A wakacje, poza zabawą z moją byłą już paczką, spędziłam na Mazurach i u kuzynek. Było świetnie ;]
Dużo czasu też spędzałam z Martusią, np. na basenie ;p Dobrze się razem bawimy, nie? ;]
Zakochałam się też w LOSTach ;p No może nie zakochałam, ale bardzo ich lubię, a zwłaszcza Sawyera ;)
No i od września zaczęłam naukę w nowej szkole, wśrod nowych świetnych ludzi i jak narazie jestem bardzo zadowolona, choć jest sporo zakuwania, ale to jak wszędzie ;)
Nie wszsystko jednak było takie różowe… Zaliczyłam mocną załamkę z powodu wyników z próbnego testu, a poza tym miałam anemię oraz psychiczne dołki z powodu chłopaka, którego teraz już nawet za dobrze nie pamiętam, zawaliła się hala w Katowicach [*], miałam małą aferę w szkole (bezpośrednio dotyczącą mnie, ale też dotyczącą mojej klasy, weźcie nie pytajcie, masakra to była – odsyłam do archiwum lutego), minęła pierwsza rocznica śmierci Papieża (w zwiazku z czym wzięłam udział w Białym Marszu), miałam ogromny problem z wybraniem liceum, zmarły moje dwa szczurki (jeden śmiercią naturalną, a drugi na raka mózgu :() [*], po raz pierwszy pracowałam, ale to był czysty wyzysk!, mineła 5 rocznica zamachu na WTC [*], miałam z dwumiesięczną depresję spowodowaną przez takiego jednego dupka i w ogóle, ale teraz jest już dobrze, choć czasem to do mnie wraca…

I to chyba tyle.
Pewnie wiele ominęłam, ale nie chcę się w niektóre sprawy zagłębiać. Za dużo tego jest, za duzo wspomnień, za wiele bólu, w niektórych przypadkach…
Choć teraz jest już dobrze.
Naprawdę dobrze… :)

No i na zakończenie życzę Wam:

Szczęśliwego Nowego Roku!!! ;*

happy-new-year-708144.jpg

Niech taneczny, lekki krok będzie z Wami cały rok, niech prowadzi Was bez stresu od sukcesu do sukcesu!!!

zapisała :Agatka:


  • RSS